Sierpc. Magia sennego miasteczka.
Krajobraz Północnego Mazowsza
Są miejsca, które wydają się przemijać. Poszarzałe i zwiędłe, na krawędzi swojej dawnej świetności. To miejsca czasu przeszłego, ze słabym już pulsem ale jednak wciąż obecne i prawdziwe. Taka jest ich uroda. Taki też jest pejzaż krańców północnego Mazowsza: skarłowaciałych i wyludniających się wiosek, ospałych miasteczek i bezkresnej równiny z rosochatymi wierzbami, rosnącymi wzdłuż polnych dróg.
Są miejsca, które wydają się być nic nie znaczącymi punktami na mapie. Przez które się przejeżdża, ale w których się nie zatrzymuje. Pełnią rolę tła w krajobrazie, taką jak anonimowi statyści na planie filmowym – obecni ale niezauważalni. Wydają się być nijakie, bo nie ma nic, co by przykuwało wzrok. Ale natura nie lubi zmysłowego pustostanu, tam gdzie traci się wzrok, wyostrzają się inne zmysły.
Północne Mazowsze to królestwo zmysłu słuchu wiosną i zmysłu węchu jesienią. Trudno znaleźć takie miejsca, gdzie marcowe trele polnych skowronków czy majowe gody żab, tak daleko niosą się czystym echem po okolicy. I nie ma takiego drugiego miejsca, gdzie czułoby się tak wyraźnie zapach owoców jesieni, butwiejących liści orzechów włoskich, palonych łęcin na polach, słomy, drewna, mchu… i zapach samej ziemi.
Sierpc – gród kasztelański
Jednym z takich sennych miasteczek, idealnie wrosłych w równinny krajobraz północnego Mazowsza, jest Sierpc. Jest to małe (ok. 20 tyś. mieszkańców) ale i wiekowe miasteczko – jeden z najstarszych grodów Mazowsza Płockiego.
Sierpc uzyskał prawa miejskie w XIV wieku i niegdyś był znaczącym, prężnie rozwijającym się miastem. O jego znaczeniu świadczy chociażby liczba kościołów. Obecnie są cztery: p.w. świętych Wita, Modesta i Krescencji (najstarszy kościół, powstały prawdopodobnie w miejscu świątyni pogańskiej w XI wieku), zespół klasztorny – kościół p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i klasztor Benedyktynek, poewangelicki kościół p.w. św. Maksymiliana Kolbego, p.w. Św. Ducha (kościół szpitalny, jeden z trzech kościołów szpitalnych istniejący na Mazowszu) oraz ruiny kościoła p.w. św. Krzyża z XIV w. W Sierpcu była też cerkiew (dziś budynek Sądu) oraz synagoga.
Niestety, epidemie, głód, pożary i przede wszystkim wojenne zawieruchy (potop szwedzki, okres wojen napoleońskich, represje zaborów) doprowadziły do upadku miasta. Obecnie Sierpc jest miasteczkiem bardziej wiejskim niż miejskim.
To co zostało, to wspomnienie dawnej świetności. Dziś, w nazwach swoich promocyjnych „produktów”, miasto często odwołuje się do swego historycznego znaczenia: międzynarodowy festiwal folklorystyczny „Kasztelania”, piwo Kasztelan czy ser Kasztelan.
Ser królewski oraz piwo Kasztelan – to dwie silne marki Sierpca, dzięki którym to miasto na szansę stać się bardziej popularne. Kasztelan smakuje najbardziej lokalnym patriotom, których kubki smakowe bardzo dobrze tolerują charakterystyczną dla tego piwa nutę goryczy.
Piwo z sierpeckich browarów było cenione już kilka wieków temu, natomiast sierpeckie sery (królewski, kasztelan, capri) zyskały sobie uznanie stosunkowo niedawno, a ich sława przekroczyła granice województwa mazowieckiego. Ser królewski jest nie tylko królewski z nazwy, ale w i smaku.
Muzeum Wsi Mazowieckiej
Sierpc ma w swoim skarbcu jeszcze jedną perełkę: skansen wsi mazowieckiej, leżący w odległości 2 km za miastem. Zajmuje powierzchnię około 60 hektarów pięknie położonego terenu nad rzeką Sierpienicą, tuż przy jej ujściu do Skrwy. Obecnie wyeksponowanych jest w nim kilkanaście zagród odtwarzających rzędowy układ wsi, przydomowe malownicze ogródki, gołębniki, pasieki, przydrożne kapliczki oraz kościół, dwór, kuźnia i karczma. Bogate wyposażenie wnętrz ze zmieniającymi się wraz porą roku ekspozycjami, pozwala wyobrazić sobie, jak przed laty wyglądało życie na wsi.
Jest to jeden z najpiękniejszych skansenów w Polsce. Pewnie dzięki temu stał się ulubionym miejscem polskich filmowców. Kręcono tu m.in. takie filmy, jak „Pan Tadeusz” czy „Ogniem i mieczem”.
To, co w sierpeckim skansenie urzeka najbardziej, to fakt, że jest to żywe muzeum i czuje się jego autentyczność. Co prawda, chaty są opustoszałe, ale w zagrodach nadal toczy się życie, tak jak kilkadziesiąt lat temu. W przydomowych ogródkach rosną przepiękne malwy i słoneczniki, a obejścia są pełne żywego inwentarza. W zagrodach panoszą się kozy, owce i świnie, a na podwórku przed domem: kury, gęsi i kaczki oraz, uwiązany na łańcuchu, pies.
Tak jak dawniej na polach, będących własnością muzeum, są prowadzone prace polowe. Szczególnie warto wybrać się do skansenu latem oraz jesienią, kiedy odbywają się żniwa czy wykopki. Spacer między chatami, pośród pól, na których stoją poustawiane w stygi snopki zboża, z możliwością pogłaskania najgroźniejszego kozła, to przyjemna i pełna wrażeń wędrówka po starej wsi.















To nie są wszystkie skarby tego niepozornego miasteczka ale o pozostałych, innym razem.











